Kawa znowu nie sobotnia a niedzielna. Jakoś nie wyrabiam się z pieczeniem słodkości w piątkowy wieczór...
Wczoraj piekłam brownie z tego przepisu. Nie jest takie jak myślałam, że będzie ale i tak już prawie go nie ma. Poszukiwania idealnego przepisu na ciemne, ciężkie ciasto trwają. To jak na złość po pierwsze wyrosło a po drugie było suche :(
Zdjęcia z poranka, kiedy kuchnia była pełna słońca.
Miłego poniedziałku i całego tygodnia :)
Fajnie, że Wam się tak moje kalosze spodobały - mam jednak nadzieję, że pogoda nie będzie zmuszać do ich noszenia. Dziękuje za wasze komentarze - to bardzo miłe, że ktoś tu zagląda :)
Czytam własnie bardzo ciekawą książkę Japoński wachlarz Joanny Bator. W wolnych chwilach oczywiście a tych niewiele. W weekend ich więcej więc właśnie nadrabiam. Dzisiaj więc wieczorna inka przy Running up that hill w wersji Chormatics. Bardzo lubię.
Szykuję zmianę nazwy bloga.Nie mogę patrzeć jak ktoś wyszykuje go z błędem w nazwie...
Dzisiaj (poniedziałek) piszę o sobotniej kawie, którą piłam wczoraj (w niedzielę). Zdrowie pozwoliło mi na drobne działania kuchenne. Niestety poległam podczas przygotowywania napoleonki - krem się nie ściągnął i wypływa :(
Na przybycie gości przygotowałam więc na szybko galaretkę - taką retro jak pisałaStrawberries:
A słuchałam wczoraj tego:
Niestety - przeziębienie się rozprzestrzeniło na pozostałych domowników. Z małym mamy zakaz spacerów od lekarza i syropki aby nie poszło na oskrzela...
Dzisiaj szybka kawa i kupne ciasto (ale pyszne - drożdżowe z serem) bo przed nami wyjazd...
A piosenka dzisiaj też taka energetyczna - bardziej niż kawa :) It's, Oh, So Quiet w wersji Bjork - lubię jej tak rano posłuchać jak wszyscy jeszcze śpią...
Weekend to dla mnie teraz wspaniały czas, który spędzamy we trójkę. Mam wtedy trochę więcej czasu dla siebie i na swoje przyjemności - jak kawa pita bez pośpiechu i spokojne czytanie książki wieczorową porą.... Miłego weekendu i wam życzę .