Wyglądam promieni słonecznych.
Planuję wycieczkę w sobotę w Góry Sowie.
Oby pogoda dopisała.
Ale na trawnikach przy sąsiednich blokach zakwitły już mniszki i szafirki.
I trafiłam na takie cudowne ocieplacze na kubki.
Takie optymistyczne i radosne.
Choć trochę zimowe a wiosna przecież...
Miłego dnia :)
Są stąd
A żeby jeszcze pozostać w radosnym klimacie i poczuć się bliżej lata to proponuję posłuchać:
Czyli jakie zniszczenia może poczynić w mieszkaniu 17 miesięczne dziecko. Niby trzeba się z tym pogodzić, ale mi czasem ręce opadają i łzy cisną się do oczu. Pomalowane ściany, podłogi - choć ja go pilnuję gdy dostaje kredki. Ale taki mały, kreatywny człowiek, a to namierzył i ściągnął z biurka długopis, a to odkrył, że klockami też da się rysować po pewnych powierzchniach. Jazda autkiem po domu to rozgniecione listwy przypodłogowe i te na drzwiach. Jak gdzieś jest dziurka - trzeba ją rozdłubać, jak coś wystaje - trzeba ułamać. No i te głośniki...
Witam Was serdecznie :)
Jako, że pojawiło się sporo pytań jak zrobić włóczkę z t-shirtów poniżej zamieszczam link do tutorialu: Jak zrobić włóczkę z t-shirtu.
To jest tutorial, który mnie zainspirował do pracy ale okazało się, że i na polskim gruncie ktoś to robi i to od dawna. Zajrzyjcie na bloga Sanki - tu jest Pufka, a tu jak zrobić duże szydło :)
Sama własnie takim szydełkiem z patyka robię dywanik do ikeowego namiotu małego Jeremiasza. Będzie kolorowy jak sam namiot - tylko jeszcze sporo pracy zostało bo średnica to 100 cm a jak mam na razie 56 cm:
Pozdrawiam ciepło i życzę udanego szydełkowania. Zimy we Wrocławiu dalej nie ma ale podobno ma przyjść w przyszłym tygodniu - oby!
A i do posłuchania coś (tylko długie intro jest - na pewno znacie częściowo z pewnej reklamy):
Powiem tak, bark mi tej konsekwencji czasami. Miałam dbać o bloga i wpisy robić przynajmniej raz w tygodniu. Jak wyszło każdy widzi. Z czego to wynika? No przede wszystkim z tego baraku samozaparcia. Żeby czasem mimo zmęczenia usiąść wieczorem do komputera. Tylko, że ta myśl o kolejnej nieprzespanej nocy sprawia, że jednak nie siadam...Słaba jestem no... Widzicie pół roku minęło i noce dalej nieprzespane eh...
Ja podziwiam wszystkie mamy i te młode i te które mają 2 lub więcej pociech. Wielki szacunek. Naprawdę. Jak wy to robicie? Mi chyba po prostu brak dyscypliny...
Dziękuję Wam, którzy tu dalej zaglądacie. Postaram się o poprawę. Wiosenne migawki z salonu a jutro odniosę się do pewnego wpisu z przeszłości ;)
Kawa znowu nie sobotnia a niedzielna. Jakoś nie wyrabiam się z pieczeniem słodkości w piątkowy wieczór...
Wczoraj piekłam brownie z tego przepisu. Nie jest takie jak myślałam, że będzie ale i tak już prawie go nie ma. Poszukiwania idealnego przepisu na ciemne, ciężkie ciasto trwają. To jak na złość po pierwsze wyrosło a po drugie było suche :(
Zdjęcia z poranka, kiedy kuchnia była pełna słońca.
Miłego poniedziałku i całego tygodnia :)
Fajnie, że Wam się tak moje kalosze spodobały - mam jednak nadzieję, że pogoda nie będzie zmuszać do ich noszenia. Dziękuje za wasze komentarze - to bardzo miłe, że ktoś tu zagląda :)
Żeby nie było, że u nas tak zielono tylko. Przedstawiam jeden z dwóch czerwonych zakupów. Drugi wkrótce a dzisiaj one - moje nowe kalosze w groszki:
Te o których pisałam rok temu niestety odeszły do kaloszowego nieba zeszłym latem podczas pewnej sesji zdjęciowej. W prawdzie na razie jest piękna słoneczna pogoda i mam nadzieję, że taka jeszcze dłuuugo pozostanie to jednak na wypadek deszczów jestem zabezpieczona.
Drugi dzień u mnie optymistycznie za oknem świeci słońce i temperatura na plusie i topi się, topi. Na tą prawdziwą (przywoływaną i wyczekiwaną niemal na każdym blogu na którego zaglądam:) ) wiosnę przyjdzie nam jeszcze poczekać. Ale jak już przyjdzie to będzie mokro - wtedy przydadzą się kalosze :)
Moje to był zakup impulsywny - ale muszę przyznać jestem z nich bardzo, bardzo zadowolona. Wypróbowane już jesienią wprawiały mnie w pozytywny nastrój gdy widziałam ich różowe kropki odbijające się w kałużach. W dodatku są ocieplone "miśkiem" więc w cale nie jest w nich zimno. Taki drobiazg jak kolorowe kalosze w deszczowe i mokre dni mogą sprawić ogrom radości.
Zwróciłam swego czasu uwagę na to, że na zdjęciach korytarzy są one dość często prezentowane - ciekawe dlaczego co? Moim zdaniem są bardzo fotogeniczne. Poniżej kilka zdjęć korytarzy z kaloszami (niektóre cudnie kolorowe) a później kilka zwykłych (już bez kaloszowych) impresji korytarzowych.
Na za kończenie piosenka Sigur Ros - Hoppipola czyli o skakaniu po kałużach. Uwielbiam ten utwór i ten teledysk - za pokazanie radości życia i tego, że dziecko jest w każdym z nas. Nie wstydźcie się wiosną po deszczu poskakać po kałużach :)
Miłego weekendu życzę
fragment tłumaczenia:
"...skakanie w kałużach
z uśmiechem na twarzy
wirujemy w koło
trzymając się za ręce
rozmazuje się nam cały świat..."